Ateny #2

Ateny nie przestają nas zaskakiwać. Kolejne dni upływają pod znakiem strajków. Najczęstsze problemy dotykają komunikacji miejskiej. Stacje metra bywają zamknięte, a czasem nie jeżdżą autobusy. Zdarzyło się też, że biblioteka została zamknięta na jeden dzień. Nie ominął nas także stres związany z naszym zakwaterowaniem. 31 października dowiedzieliśmy się, że po 3 listopada zarówno studenci tutejsi, jak i przyjezdni mają się wyprowadzić. Do naszych uszu doszły plotki, że Uniwersytet nie zapłacił za kolejne miesiące naszego pobytu. Postanowiliśmy działać i następnego dnia dużą grupą poszliśmy odwiedzić dziekana. Spotkanie wyglądało dość komicznie. Biuro było wypełnione studentami, a całość sprowadziła się do kłótni między profesorami, a naszymi przedstawicielami. Niewiele z tego całego krzyku i machania rękami zrozumieliśmy ale po wszystkim okazało się, że „nie mamy się czym martwić”. Jako studenci przyjezdni musimy mieć darmowy dach nad głową, bo uczelnię wiążą umowy. Jak na razie, zarówno my, jak i nasi greccy znajomi, śpimy spokojnie, choć nie wiemy jak długo ta cisza jeszcze potrwa. Najzabawniejsze jest to, że o całej sprawie nie widzieli ani pracownicy biura ERASMUS, ani opiekunowie z organizacji ESN.

Jeśli chodzi o przyjemniejsze kwestie, to udało nam się ukończyć walkę z naszą umową o kształceniu. Teraz wystarczy przyłożyć się do zleconych nam zadań i pozaliczać wszystko w terminie. Odebraliśmy także nasze legitymacje studenckie, a jako dodatkowy prezent dostaliśmy greckie numery telefonów wraz z pakietami minut etc. Mała rzecz, a cieszy.

Warto wspomnieć o tym, że 28 października Grecja obchodziła dzień „Ochi”, czyli święto odrzucenia ultimatum włoskiego w roku 1941. Dzień ten jest wolnym od pracy. Studenci z ESN wykorzystali okazję i zabrali chętnych na wycieczkę trekkingową po wzniesieniach okalających Ateny. Widok na całe miasto zwieńczone morzem jest bezcenny. Jako, że wycieczka była bardzo spontaniczna, nie obyło się bez dodatkowych atrakcji. Trochę się pogubiliśmy i sam końcowy odcinek pokonywaliśmy po zmierzchu.

Po miesiącu bezchmurnego nieba i temperatury powyżej 20 stopni spadł pierwszy deszcz, co nie zmienia faktu, że nie przyniósł kojącego chłodu za dnia.

Filip i Piotr

P. S. W hotelu dostrzeżono pierwsze karaluchy 🙂

Napisano w główny nurt Tagi:

Dodaj komentarz