A Coruña, part 4.

Kilka dni przed powrotem do domu chciałabym się podzielić moimi wrażeniami na temat la cocina española, czyli kuchni hiszpańskiej. Może nie czysto hiszpańskiej, bo tradycyjne potrawy spożywane w Galicji różnią się w pewnym stopniu od tych, które możemy spotkać np. w Madrycie. Konkluzje mało istotne, przejdźmy do rzeczy ważniejszych, mianowicie – jedzenia!

Na początku należy zaznaczyć, że nie zjecie tutaj ‘zwykłego chleba’, chleb sam w sobie jest tutaj nieco inaczej pojmowany niż w Polsce. W piekarniach królują bagietki, ciabaty, a tradycyjny chleb w Galicji wygląda jak wielki obwarzanek i mimo swojej wielkości, jest lekki jak piórko. Nie mój smak jeśli chodzi o pieczywo, ale o gustach się nie dyskutuje. W supermarketach można dostać przeróżne tostowe wypieki (straszliwie „sztuczne” w smaku) ale z drugiej strony bardzo mały jest wybór pieczywa wieloziarnistego, razowego etc. Chleb chrupki to zjawisko nieznane, ale za to znajdziemy tony sucharków, pakowane nawet po ponad kilogram w wielkich workach. Piekarni jest mnóstwo. W zasadzie piekarnia, fryzjer i bar/kawiarnia to trzy rzeczy, które spotykamy na przemian na ulicach Corunii.

Drugim aspektem, jakże ważnym(!) są desery. Na pierwsze miejsce zasługują bez wątpienia churros. Bardzo tłuste, bo smażone na głębokim oleju, w smaku w pewnym sensie podobne do polskich pączków. Posypywane cukrem, podawane do kawy albo w zestawie ‘idealnym’ 😉 chocolate con churros, czyli z czekoladą! Kolejnym przysmakiem jest crema catalana (co prawda deser kataloński, ale w Galicji spotykany bardzo często). Deser na bazie mleka i jaj posypany karmelizowanym cukrem, kaloryczny, smaczny, podawany na ciepło i na zimno. Oprócz tego magdalenas, czyli ciasta/babeczki z aromatem cytrynowym. Deserów i słodkości jest tutaj naprawdę mnóstwo! Jeśli chodzi o świąteczne rarytasy najistotniejszy jest turrón, czyli rodzaj nugatu, niesamowicie słodki, najczęściej z migdałami. Kolejno, należy wspomnieć o polvorón – rodzaj ‘cukierka’ na bazie tłuszczu (smalec, oliwka z oliwek), mąki, mleka, orzechów. Istnieje mnóstwo rodzajów: od migdałowych, przez kakaowe, z aromatem z vino tinto czyli czerwonego wina, do beztłuszczowych, bezglutenowych czy tez kokosowych. Są ciężkie i delikatne, w smaku specyficzne, tekstura podobna do tekstury chałwy, smak – nie mam zielonego pojęcia do czego można go porównać, musicie przyjechać i próbować sami.

Bocadillos, tapasy i inne super tuczące przekąski. W większości knajp i barów dostaniemy  przeróżne rodzaje tapas, czasami nawet za friko jak dodatek do wina/piwa. Tapas to rodzaj przystawki, przekąski występujący w wielu postaciach, na ciepło i na zimno. Od tapas rybnych, przez te z owocami morza do warzywnych – gama możliwości jest naprawdę szeroka! Przykłady to między innymi: krążki z kalmarów smażone w panierce podawane z limonką, pimientos de perdon (tutejsze bardzo znane papryczki o dość słodkim smaku – ale zazwyczaj w porcji znajdziemy jedną, przeokropnie pikantą ;)), patatas bravas, mikro kanapeczki z szynką jamón, oliwki i wiele, wiele innych. Zapraszamy do licznych tapas barów, którymi Corunia raczy nas na każdym kroku!

Dania główne to między innymi sławna i przepyszna paella. Potrawa z ryżu, koniecznie z dodatkiem szafranu, przyrządzana na specjalnych patelniach. Istnieje wiele rodzajów, od warzywnej do tej z owocami morza czy kiełbaską chorizo (również bardzo popularna w Galicji i mi osobiście bardzo smakuje w przeciwieństwie do szynki jamón). Oprócz tradycyjnej paelli możemy jeszcze wymienić tortilla española cyli rodzaj omletu z ziemniakami, wszechobecne langustynki (tradycje danie świąteczne), małże, ogólnie owoce morza królują. Dla miłośników mariscos Coruna będzie rajem!

Na wspomnienie zasługują jeszcze pieczone kasztany, lokalny przysmak. Na ulicach możemy spotkać mobilne piecyki w których Hiszpanie zapiekają specjalną odmianę kasztanów. Spróbowałam i polecam spróbować mając okazję, choć do wybitnych smaków nie należą, przypominają ziemniaki zapiekane za dzieciaka w ognisku, tylko dużo słodsze.

Wino. Chyba ulubiony trunek każdego Hiszpana. Wino jest wszędzie, wino jest tanie, wina jest dużo. Dla koneserów – raj. Głownie pite jest tutaj czerwone wino, wytrawne, półwytrawne. Nie ma tutaj widocznego w Polsce podziału na wina słodkie, półsłodkie, półwytrawne etc.. A szkoda! Skoro o winach mowa, nie można nie wspomnieć o Sangrii, chyba najbardziej popularnym trunkiem hiszpańskim. Wino czerwone z dodatkiem soków owocowych lub owoców samych w sobie. Pyszne, słodkie, lekkie, idealne na upalne wieczory.

Znalazłam tutaj wiele potraw, przypraw i smaków których w Polsce nie uraczę. Oliwki, moje ukochane, występują tutaj w niezliczonej ilości kombinacji. Czarny makaron z dodatkiem barwnika, który wydziela mątwa. Miliardy słodkości, ryby, owoce morza – pierwszy raz spróbowane w Corunii, już na zawsze będą mi się z nią kojarzyć.

Polecam erasmusową przygodę dla każdego, kto chce choć chwile pożyć w zupełnie innej kulturze, poznać siebie z zupełnie innej strony a przede wszystkim sprawdzić się. Nie zwlekacie, nie zastanawiajcie się, ja podjęłam decyzję zupełnie z dnia na dzień i ani krzty nie żałuję!

Sylwia,

Weronika, Ania & Karolina

Napisano w główny nurt Tagi:
One comment on “A Coruña, part 4.
  1. Michał Wanke napisał(a):

    Kasztany piekę, gotuję, ale nie mam takiego piecyka węglowego jak oni, żeby uzyskać ten smak… och, ach.

Dodaj komentarz