Erasmus – Magdeburg #2

Na początek przyjdzie posypać głowę popiołem. Ku mej rozpaczy i bezbrzeżnemu rozczarowaniu, okazało się, że ksero na uczelni jednak nie jest darmowe. Płaci się za nie parę centów za stronę – niewiele, ale jednak. Co ciekawe, opłaty dokonujemy specjalną kartą, którą płacimy też za jedzenie na stołówce. To jeszcze bardziej unaocznia i dramatyzuje odwieczny dylemat studenta: ksero, czy jedzenie?

Obiecałem też parę nowych zdjęć ze środka Instytutu Nauk Społecznych:

 

 

Przepraszam, że zdjęcia znowu wyglądają jakby cała okolica była opustoszała. Ale akurat tutaj wynika to między innymi z faktu, że sale są zwykle pootwierane i studenci czekają na zajęcia w środku. Nie mam też jeszcze zdjęcia z żadnej sali wykładowej, ale to nic straconego. Tym bardziej, że stylem przypominają korytarze – brudno białe ściany, tablice po których pisze się tradycyjną kredą i najzwyklejsze „szkolne” ławki ze zwykłymi krzesłami.

Z drugiej jednak strony, finezyjne przejście do już wyremontowanej części Instytutu, czy przykładowy akademik, rozwiewają przykre wrażenie:

 

O platformie Moodle napisałem co wiem w komentarzu do poprzedniego wpisu. Za to warto wspomnieć jeszcze o samych zajęciach i o tym jak studenci się na nich zachowują.

1. Pierwszą, rzeczą na jaką zwróciłem uwagę, gdy chodzi o prowadzenie zajęć, to że wszyscy wykładowcy intensywnie używają tablicy. Jako się rzekło – tablica jest zwykła, zielona, pomazana kredą, ale za to bardzo chętnie wykorzystywana. Tabele, grafy, wykresy, czasem wręcz fragmenty notatek. Mniej czy bardziej czytelne, ale pojawiają się na tablicach na wszystkich zajęciach.

2. Druga sprawa rzucająca się bardzo szybko w oczy to sprzęt multimedialny. Jest w dziwny sposób wszechobecny. W tych niezbyt urodziwych murach na korytarzu stoją komputery (dostępne tylko po zalogowaniu jako konkretny student). Z tego co zauważyłem, to są wyposażone w jakiś system open source. Podobny do windowsa 98. Przy bibliotece są dwie wielkie sale z komputerami – bardzo powszechnie wykorzystywane. W bibliotece stoją dziesiątki dostępnych komputerów. Na zajęcia przychodzi się często z laptopami i nikt na to nie zwraca uwagi. Podobnie jak na to, że w jesienny poranek tu i tam na zimnych ławkach kampusu siedzą ludzie ze swoimi netbookami, czasem jakimś tabletem. Jednocześnie bardzo przemieszane są technologie stare (i przestarzałe), z bardzo nowoczesnymi: niby wszyscy mają smartphone’y ale już na zajęciach znacznie częściej używa się folii i rzutnika, niż Power Point’a. W bibliotece siedzi ktoś z iPadem, a obok stoi biblioteczny monitor do przeglądania mikrofilmów (? – strzelam, że do tego służy to dziwne urządzenie).

3. Czytanie i aktywność, czyli demontuję stereotyp „zachodniego studenta”.

Głupia sprawa, ale często na zajęciach okazuję się jedną z bardziej aktywnych osób. Może przez zwykłą gadatliwość zresztą. I wcale nie jest tak, że debatujemy z płomieniem w oczach, a sprzeczne poglądy, podpierane klasyką teorii socjologicznej ścierają się ze zgrzytem. Daje się tylko zauważyć, że jeśli już ktoś ma poglądy i jeśli już się z nimi ujawnia, to są zawsze lewicowe. Ale podobnie jak w Polsce – wszyscy boją się mylić, boją się wygłupić i w miarę możliwości nie odzywają się. Może to wynikać z tego, że nie zawsze czytają zadawane teksty. Mimo, że są tak łatwo i przyjemnie dostępne w formie elektronicznej. Ciężko to rozstrzygać, ale wydaje się, że procent studentów czytających teksty też jest zbliżony do tego w Polsce.

Jak dotąd uczestniczyłem tu tylko raz w naprawdę intensywnej intelektualnej dyskusji między młodymi ludźmi (ale za to trwającej 3 godziny!). Było to, kiedy poszliśmy z kilkunastu osobami do kawiarni. To by wskazywało, że kierunek obrany przez opolską socjologię (http://socjolekt.uni.opole.pl/?p=4479) jest słuszny. Ale wydaje się, że główną przeszkodą w aktywnej debacie nie jest jednak brak kawy… Tą przecież spotykamy na tutejszych ławach akademickich bardzo często. Obstawiam, że podstawowy problem (i w Polsce i na świecie), to sztywna struktura spotkań na uczelni i obecność kogoś przed kim wstydzimy się mylić.

4. Na zakończenie: praktycznie wszystkie przedmioty zaliczane są w oparciu o referaty, a nie testy czy kolokwia. Przy czym nie oznacza to, że studenci robią wszystko za wykładowcę. Referat ma trwać maksymalnie połowę zajęć, ale lepiej by był krótszy. Jego rozwinięcie w formie pisemnej oddaje się pod koniec semestru. Prawdopodobnie inaczej jest na stopniu licencjackim, ale studia magisterskie stawiają na tą formę zajęć.

—cdn—

 

Napisano w główny nurt, Relacje z pobytów na stypendiach z programu Erasmus Tagi: , , ,

Dodaj komentarz