Erasmus – Magdeburg #3

Dodaję dziś wreszcie kilka zdjęć z wnętrza biblioteki. Ponieważ jest to konstrukcja architektonicznie zawiła i na zdjęciu wygląda dość chaotycznie, dlatego pierwszą fotografię opatrzyłem paroma komentarzami.

 

 

Zanim opiszę krótko stołówkę uczelnianą (mensę) – a jest co opisywać, bo to jedna z najmocniejszych stron całego kampusu, zapraszam na interaktywną foto-wycieczkę po jej wnętrzu: MENSA OvGU

Po pierwsze – stołówka czeka na studenta vis-a-vis biblioteki. Dlatego można uczyć się lub pisać pracę przez prawie cały dzień – zjedzenie obiadu zajmuje bez pośpiechu około pół godziny. Po drugie – ulokowana jest pośród licznych akademików, co stanowi już połowę sukcesu.

Na drugą połowę składają się kolejno: sprzyjające ceny, smaczne potrawy, różnorodne menu i błyskawiczna obsługa. Mensa przy OvGU to dwie potężne, dobrze wyposażone sale na dwóch piętrach i każdego dnia w godzinach od 11 do 14, korzystają z niej setki ludzi.

Cena za sycący obiad dla studenta waha się między 2, a 3,50 euro. Nieco więcej dla pracowników uczelni i najwięcej dla osób „z zewnątrz”. Każdego dnia do wyboru jest około 8 różnych dań, oznaczonych odpowiednio, czy są wegańskie, wegetariańskie, „bio” lub z jakiego rodzaju mięsa. Zawsze jest też dostępny duży bar sałatkowy (sprzedaż na wagę) i podobny – deserowy. Stosowanie kart magnetycznych, które zastępują gotówkę dodatkowo usprawnia płacenie – nie trzeba nawet otwierać portfela, tylko przyłożyć go do czytnika.

Jeśli już organizować stołówkę studencką, to naprawdę niech wygląda właśnie tak.

 

Drugim świetnie rozwiniętym, choć słabiej mi znanym elementem na kampusie, który rzuca się w oczy jest zaplecze sportowe. Hala sportowa, wielofunkcyjne boisko z kortem tenisowym, ale również magazyn kajaków nad rzeką Łabą. Łatwo też znaleźć halę pływacką z pełnowymiarowym basenem (nie należy do uniwersytetu), która swoimi rozmiarami wręcz przytłacza. Samo przejście od kasy do niecki basenu zajmuje dobrych kilka minut.

 

Warto wspomnieć o klubach studenckich. Łatwo tam trafić – szczególnie w październiku. Należy się w tym celu kierować po godzinie 23 w stronę hałasu. Interesujące jest w kontekście nocnych klubów i legendarnych „imprez w akademiku”, że obecnie rozpoczynają się najwcześniej właśnie o 23. Zwykle jednak ludzie spotykają się dopiero po północy. W dobrym tonie jest pojawić się około 1 w nocy. Zabawa zwykle dogorywa o 4-5 nad ranem, czasem muzyka brzmi do 7. Jeżeli tendencja coraz późniejszego rozpoczynania zabawy, jaką obserwuję od paru lat, się utrzyma, to już wkrótce dojdziemy do paradoksu, gdzie impreza będzie się kończyć zanim w ogóle się rozpocznie.

Cokolwiek trudniej jest znaleźć kluby należące do uczelni – są zwykle trochę cichsze. Ale warto poszukać, bo jeden z nich oprócz napojów – również mocniejszych, dysponuje niewielką salą kinową. Drugi zaś to IKUS (die InterKulturellen Studenten), czyli rodzaj świetlicy, pomagającej zagubionym studentom z zagranicy. IKUS organizuje też spotkania oraz możliwie tanio, imprezy krajoznawcze czy kulturowe. Pracują tam studenci – głównie na zasadzie wolontariatu, choć rdzeń stanowi kilku, którzy dostają za działalność pieniądze od samorządu studenckiego.

Można na początku pozazdrościć, ale uważam, że to naprawdę ciężka praca. Pomoc zagranicznemu studentowi w wydostaniu się z urzędniczej gmatwaniny w jaką czasem trafia, zdobywanie funduszy na jedne imprezy, zniżek  na inne, czy wreszcie branie udział w co najmniej kilku całonocnych imprezach w tygodniu – to stanowczo nie jest „bułka z masłem”.

 

—cdn.—

 

Napisano w główny nurt, Relacje z pobytów na stypendiach z programu Erasmus Tagi: , , , ,
2 comments on “Erasmus – Magdeburg #3
  1. Michał Wanke napisał(a):

    „Warto wspomnieć o klubach studenckich. Łatwo tam trafić – szczególnie w październiku. Należy się w tym celu kierować po godzinie 23 w stronę hałasu.”
    +1/lubię to/inne fatyczne wyrażenie aprobaty

  2. piotr napisał(a):

    Ja tego niestety nie mogę powiedzieć.

    Nie chodzi mi o muzykę przez całą noc, bo prawdę mówiąc, to ten rytmiczny łomot mnie tak naprawdę usypia (poważnie). Poza tym jednak sam czasem na tych imprezach bywam, a w Opolu zwracam często krytyczną uwagę, że „miasto śpi” po 22.
    Ale te imprezy, szczególnie ta ich część, która odbywa się w akademiku, z jakiegoś powodu budzą w uczestnikach atawistyczną potrzebę potlaczu. Znanego z kultur pierwotnych niszczenia własnego mienia, które ma cele społeczne i ekonomiczne. I tak np. w trakcie imprezy przed tygodniem, z okna na 6 lub 4 piętrze, ok. 3 nad ranem wyleciała niewielka zmywarka do naczyń i trochę talerzy. Zmywarka upadła na trawnik, talerze celnie frunęły na chodnik.
    Po paru dniach maszyna zniknęła. Może została usunięta przez panów grzebiących w śmietniku przy akademiku…?
    Tak, tak – tacy panowie tutaj też są. Ja naprawdę chciałbym wierzyć, że to freeganie.

    Będę musiał ich zapytać przy najbliższej okazji jak to jest, że w najbogatszym kraju skrajnie socjalnej Europy, szukają śmieci, które nawet studenci uznali za niejadalne lub zbędne.

    Cóż, łyżka dziegciu dodana, balans zachowany.
    W przyszłym tygodniu chcę opisać ogólnie miasto – siłą rzeczy oglądane „oczami studenta”.

Dodaj komentarz