Erasmus – Magdeburg #4

Po dwóch miesiącach w Magdeburgu mogę już chyba opisać to miasto dość rzetelnie. Na początek, nowoczesnym zwyczajem, warto skierować się do Wikipedii i dowiedzieć, że Magdeburg liczy ok. 230 tys. mieszkańców na powierzchni 201 km kw. Co daje niemal 1150 osób na km kw. Skala porównawcza: miasto mniej więcej dwukrotnie większe niż Opole.

O czym nie dowiemy się bezpośrednio z Wikipedii, ale warto wspomnieć jako o ważnym elemencie identyfikacji Magdeburgczan, to jego dwaj słynni Ottonowie: Otton I Wielki, który uczynił z miasta centrum swego Cesarstwa Rzymsko-Niemieckiego, a wreszcie został pochowany w tutejszej Katedrze. – Z jego wnukiem – Ottonem III spotkaliśmy się wszyscy na lekcjach historii: Otton III a sprawa polska. Drugim Ottonem, jeszcze bardziej obecnym w tutejszym kulturalnym mikroklimacie jest Otto von Guericke – żyjący w XVII w., burmistrz miasta i wynalazca, który zasłynął budową pompy próżniowej oraz efektownym eksperymentem przy jej użyciu. Magdeburg jest wypełniony pamiątkami po jednym i drugim Ottonie. Najbardziej zaś rzucają się w oczy kolorowe półkule, nawiązujące do wspomnianego eksperymentu, a rozstawione po całym mieście:

Ale ciężko tu nie wymienić ulic Ottona von Guericke, jego Instytutu czy wreszcie nawet Uniwersytetu, który mnie gości. – Wszystko pod ottońskim patronatem.

Magdeburg sprawia kilka złudnych wrażeń:

Przede wszystkim wrażenie mniejszego niż jest w rzeczywistości. Głównie dlatego, że niewiele jest w nim wysokich budynków i nawet centrum z Galeriami (Handlowymi. Bo przecież nie sztuki), liczy po ledwie 4-5 pięter. Jak bardzo mylne jest to poczucie, przekonać się można wsiadając w tramwaj i próbując opuścić miasto. Po długiej podróży – bez stania w korkach, te występują tu sporadycznie – kiedy już wydaje się, że oto wyjechaliśmy poza miasto, że teraz pora na pola malowane zbożem rozmaitem, wyzłacane pszenicą, posrebrzane żytem, okazuje się, że za kolejnym zakrętem czeka ciąg dalszy miasta. Na jego obrzeżach – najbardziej industrialny:

Drugie złudzenie dotyczy wieku. Choć samo miasto jest bardzo stare, to poszczególne budynki już zwykle są całkiem nowe, nawet jeśli sprawiają wrażenie dobrze odrestaurowanego zabytku. Jest to następstwo II wojny światowej i paru pomniejszych wcześniej. Bombardowania i pożary sprawiły, że okazałe kościoły i inne budowle musiały być wznoszone niemal od podstaw.

Miejscami swoje piętno pozostawił też mało estetyczny socrealizm:

Geograficznie i kulturowo niezmiernie ważnym elementem miasta jest rzeka Łaba. W słoneczne niedziele (z zamkniętymi ustawowo sklepami) tłumy spacerowiczów, biegaczy i rowerzystów korzystają z jej uroku. Słychać nawet dzieci śpiewające o niej piosenki albo recytujące wiersze. Dla porównania: nie znam żadnego liryka o Odrze. Fraszki nawet. Ale Łaba to nie tylko spacery w słońcu. Rzeka tworzy często londyńską mgłę, która potrafi utrzymywać się bez przerwy przez kilka dni:

Ma też oczywiście duży wpływ na architekturę wymuszając budowę mostów i wałów, a lokalna wyspa tworzy ogromny park z malowniczymi łąkami. [zdjęcia w galerii u dołu strony]

Na temat wyglądu miasta, przez wzgląd na wielkość, architekturę i obecność Łaby, można powiedzieć tyle, że stanowi średnią arytmetyczną Opola i Wrocławia. I myślę, że jest to komplement. Z jednej strony więc: zaplecze kulturalne, z wielką operą ale i kameralnym teatrem (który już w październiku miał wyprzedane bilety na wszystkie spektakle do końca roku), studencki klimat nocy, tramwaje, „multi-kulti” i brak kompleksu zaścianka. Z drugiej: poczucie swojskiego miasteczka oraz łatwość i szybkość przemieszczania się bez ciągłych korków.

Co odróżnia Magdeburg od polskich miast, to trudność w odróżnieniu tubylców od tubywalców – takich jak ja i inni studenci z zagranicy, czy turyści. To, że ktoś wygląda na Azjatę, czy że ma czarny kolor skóry, nawet, że słabo mówi po niemiecku, nie oznacza, że nie jest mieszkańcem lub, że nie zamierza nim wkrótce zostać. To zaś, że kto inny wygląda na rdzennego autochtona, też może być pozorem… I kryć ot choćby Australijczyka, pracującego w Mongolii nad systemem irygacji, studiującego obecnie wraz z niemieckimi kolegami na Max-Planck-Institut kwestie zarybiania mongolskich zbiorników wodnych (miły człowiek).

W swoim subiektywnym rzucie okiem na Madeburg pominąłem wiele pewnie ważnych punktów, takich jak Zielona Cytadela, czy jeden z dwóch ratuszów:

Oraz inne zabytkowe elementy miasta, muzea, galerie (tym razem nie handlowe) – wiele rzeczy, o których opowiadałby wykwalifikowany przewodnik. Ale w celu poznania tej strony miasta lepiej przyjechać samemu – z Opola, czy nawet Krakowa to koszt około 50 euro w jedną stronę. Jeśli jechać pociągiem EuroCity, to po drodze można zwiedzić Berlin. A potem wpaść na espresso do ciasnej kawiarenki u oryginalnego Italiano na Universitätsplatz 10 w Magdeburgu i popatrzeć na leniwie sunące po rzece promy.

 

Napisano w główny nurt, Relacje z pobytów na stypendiach z programu Erasmus Tagi: , , , ,
2 comments on “Erasmus – Magdeburg #4
  1. Katarzyna_M napisał(a):

    O Piotrek! Miło wreszcie i Ciebie zobaczyć na jakimś zdjęciu. Do tej pory traktowałam to opisy jakoś tak bezosobowo(niby nutka ciebie w nich rozbrzmiewała ale jednak to nie to samo). Dobrze zatem Cie widzieć. Niby wyjazd ci służy ale wracaj do nas szybko bo tak wiele cie omija:D

    PS. Zazdroszczę Ci bo zbliża się okres w którym w Niemczech, królują prześliczne jarmarki świąteczne. Mam nadzieję, że jakiś nam zrelacjonujesz, wypijesz za nas grzane wino i zjesz gruszkę w czekoladzie.

  2. piotr napisał(a):

    Zdjęcia są tu też dość bezosobowe, bo przeważnie robię je w niedziele. Np. stojak na rowery jest w tygodniu pełny. Podobnie plac przed biblioteką.
    Jarmark stoi tu już od 2 tygodni 😉 Zapachy grzanego wina, trochę zjełczałego tłuszczu i cukru 😉 No i krzyki ludzi na diabelskim młynie, który stoi przy ratuszu – ma to swój jarmarczny urok. Tylko śniegu brak niestety. Do Wiednia by trzeba jechać, żeby poczuć się jak u św. Mikołaja za piecem.

Dodaj komentarz